Wejdź na chat!

W dobie komputerów i Internetu nierzadko nie musimy wychodzić z domu, aby załatwić wiele spraw. Wszystko, czego potrzebujemy znajdziemy w sieci. Nawet przyjaciela, partnera czy po prostu nieznajomą osobę, z którą można porozmawiać. Spędzanie długich godzin na specjalnie przygotowanych do tego programach – czatach staje się coraz bardziej powszechne.

Codzienne zajęcia, praca czy studia sprawiają, że uwikłani w pętlę monotonności szukamy nowych znajomości i wrażeń. Każdego dnia widzimy te same osoby, rozmawiamy z nimi, flirtujemy, żartujemy. Niewiele osób jest na tyle odważnych i otwartych, by podejść do napotkanej, nieznanej osoby i rozpocząć rozmowę. Rozwiązaniem jest chatting, czyli spotkania w wirtualnej rzeczywistości z innymi internautami. Na większości przeglądarek internetowych odnajdziemy przeznaczone do komunikacji programy, gdzie spotykają się tysiące osób z całego świata. Jest to dużo prostsze, nie trzeba nowej osobie patrzeć w oczy, zachowuje się aurę anonimowości i co najważniejsze, w każdej chwili można wyłączyć komputer i zrezygnować z rozmowy. Takie rozmowy dostarczają wrażeń, gdyż zawsze zastanawiamy się, jak wygląda osoba po „drugiej stronie” i kim jest.

Wiele par otwarcie przyznaje się, że poznało się na chacie. Monika i Kamil są jedną z nich. Samotni, spędzali wiele godzin na chacie każdego dnia. Chcieli tym samym urozmaicić nudne, ciągnące się w nieskończoność wieczory. Gdy pierwszy raz rozmawiali, żadne z nich nie oczekiwało, że po kilku miesiącach będą razem. Niewinna, niezobowiązująca rozmowa rozwinęła się początkowo w przyjaźń. Przychodzili z zajęć (oboje są studentami) i zasiadali przed komputerem. Okazało się, że mają te same zainteresowania, oboje lubią muzykę celtycką, taniec, a nawet mieszkają niedaleko siebie. Kamil mieszka w Świdniku i studiuje Agronomię na AR w Lublinie, Monika rozpoczęła studia na Politechnice Rzeszowskiej. Po dziesiątkach godzin spędzonych na rozmowach, przesyłaniu zdjęć, zapragnęli się spotkać. Kamil kupił czerwoną różę i pojechał do Rzeszowa. Gdy ją spotkał, stwierdził, że jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach. Od tamtej pory tworzą udany związek. Są szczęśliwi i chociaż samotne wieczory odeszły w zapomnienie, to zachowali swoje pseudonimy i w wolnych chwilach wchodzą na czat.

Czat to jednak również niebezpieczeństwo. Wśród tysięcy osób będących użytkownikami znajdą się również tacy, od których lepiej trzymać się z daleka. Szczególnie narażone są osoby poniżej 16 roku życia, które nie potrafią dostrzec złych zamiarów internetowego „przyjaciela”. Wiele przestępstw na tle seksualnym bierze początek właśnie podczas spotkania na chacie. Osoby młode, niespodziewające się niebezpieczeństwa chętnie podają swój numer telefonu czy adres nieznajomej osobie. Skutki takiego kontaktu bywają tragiczne. Coś w tym jest, skoro akcje typu „dziecko w sieci” pojawiają się coraz częściej. Większość zboczeńców seksualnych znajduje swoje ofiary właśnie w sieci. Policja jest często bezradna, nie mogąc uchwycić „wirtualnych” przestępców. Dzieci nie przyznają się do nowego „przyjaciela”, który nadzwyczaj podejrzanie zabiega o to, by pozostać anonimowym.

Czat mimo zagrożeń, jakie stwarza, przyciąga bardzo skutecznie. To sposób na nudę – codziennie poznaje się przecież nowe osoby. Ma swoje dobre i złe strony. Osoby notorycznie spędzające czas w sieci nie zdają sobie sprawy, że zostały uzależnione. Czat działa jak narkotyk. Dla niektórych ludzi to sposób na życie: w „zwykłym” świecie są zamknięte, burkliwe, niepewne siebie. Budzą się ze snu dopiero po włączeniu komputera.

W celu sprawdzenia fenomenu komunikacji internetowej zalogowałem się na czacie. Podałem swój Nick i wszedłem do pokoju osób mieszkających w Lublinie. Mimo, że wybiła godzina 2 w nocy, obok mnie czatowało jeszcze ponad dwieście osób z tego miasta. Na kontakt nie musiałem zbyt długo czekać. Po kilku minutach odezwał się pierwszy internauta…

Autor: Michał Mazik